TADŻYKISTAN – PROLOG

Nie przypuszczałam, że tak szybko będę znowu w drodze.
Kiedy, dwa miesiące temu, przekraczaliśmy granicę iracko-irańską myślałam, że mam już dosyć. Patrzyłam na ośnieżone szczyty gór kurdystańskich i w głowie miałam jedno zdanie: Zrobiłam to. Udowodniłam, że mogę, że dam radę i teraz już nic więcej nie muszę! Wydawało mi się, że wreszcie, z czystym sumieniem, wrócę do domu, żeby w nim zostać na dłużej, może na zawsze. W tamtej chwili naprawdę nie chciałam już więcej tułać się po bezdrożach, nie chciałam marznąć ani głodować. Nie chciałam chodzić w brudnych ciuchach i spać w obskurnych miejscach. Myślałam o moim przytulnym mieszkanku, starych obrazach na ścianie, czystych talerzach i pełnej lodówce. Ale w czasie kolejnych dwóch tygodni jazdy przez góry Zagros, przez to śnieżne pustkowie zapomniane przez Boga i ludzi, znowu coś się zmieniło. I już nie chciałam wracać. Na nowo spodobało mi się to cygańskie życie w ciągłym ruchu. Codziennie w innym miejscu, z innymi ludźmi. Kiedy okazuje się, że wszystko, co jest ci potrzebne do życia można spakować do kilku rowerowych sakw i ruszyć przed siebie. To daje wolność i niezależność, której nie zaznałam nigdy wcześniej w „normalnym życiu”. Po dwóch tygodniach całkowitego odcięcia od reszty świata, znika nawet poczucie winy z powodu zostawionej pracy i innych obowiązków życia codziennego. Wystarczy wyłączyć telefon i nagle okazuje się, że to tamto życie wydaje się mniej realne i mniej prawdziwe. Liczy się tu i teraz. Planami na przyszłość wybiegam tylko do momentu najbliższego zachodu słońca. Chwila obecna ma znaczenie, bo to ona kreuje rzeczywistość.
Gdyby wtedy, w Iranie, ktoś zaproponował mi dalszą podróż – nie wahałabym się ani chwili. Tak się nie stało i musiałam wrócić do Polski, ale jakaś część mnie została w drodze. Kolejny miesiąc był właściwie tylko oczekiwaniem na nadarzającą się okazję. Aż w końcu ją znalazłam. Dwa tygodnie przed startem VII etapu RJ, z udziału zrezygnowały dwie osoby. Dałam sobie całą dobę na przemyślenie sprawy, ale tak naprawdę decyzję podjęłam już dawno.
Przede mną znowu 3 tygodnie na rowerze i 900 kilometrów do pokonania. Tym razem trasa wiedzie przez górskie przełęcze Pamiru i będzie prawdopodobnie najtrudniejszą drogą w moim życiu. Ale teraz przed niczym już nie uciekam. Jestem spokojna. Nie zabieram ze sobą żadnych lęków ani negatywnych emocji. Chcę jak najlepiej wykorzystać ten czas, który mam przed sobą. Koniec z odkładaniem wszystkiego na później. Jutro posprzątam. W przyszłym tygodniu pójdę na zakupy. Za miesiąc umówię się na spotkanie. W podróży każda niewykorzystana chwila, każde niezrobione zdjęcie i niezadane pytanie jest stracone na zawsze. Dlatego właśnie świadome podróżowanie wymaga skupienia i czystej głowy. Jestem gotowa. Jadę do Tadżykistanu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *